Prosty sposób, w jaki odkryłem swoje najbardziej wydajne godziny

Za pewne wielokrotnie doświadczyłeś stanu, w którym praca szła Ci nadzwyczaj sprawnie. Być może byłeś wręcz zaskoczony, ile rzeczy wykonałeś w stosunkowo krótkim czasie.

To nie przypadek. Po prostu trafiłeś w odpowiedni moment, kiedy miałeś najwięcej sił i byłeś wewnętrznie najlepiej przygotowany do pracy.

To były Twoje złote godziny.

Złote godziny to tylko pewien wycinek doby. Jedni ludzie potrafią utrzymać ten stan przez wiele godzin, inni mają dość ograniczone okno czasowe.

Dobra wiadomość jest taka, że w dość prosty sposób możesz zbadać, kiedy czujesz się najbardziej naładowany.

Wystarczy przeprowadzić „mały”eksperyment.

Eksperyment godny prawdziwego geeka :). Oto jak wyglądało to u mnie.

Przez kilka dni z rzędu (wykluczając weekendy) równo co godzinę, a czasami nawet co pół godziny, zadawałem sobie pytanie: „Jaki mam aktualnie poziom energii – w skali od 1 do 5?”.

Jedynka oznaczała, że byłem całkowicie bez sił — równie dobrze mógłbym położyć się spać albo uciąć sobie drzemkę. W przypadku piątki byłem tak naładowany, że miałem ochotę biegać i skakać. Czwórka mówiła ogólnie, że czułem się bardzo dobrze.

Odpowiedzi na tak prosto postawione pytanie wklepywałem regularnie do Excela. Aby nie zapomnieć o godzinach pomiarów poziomu energii, ustawiałem sobie budzik lub „przypominajki” w telefonie. Dodam tylko, że nie zależało mi na uzyskaniu laboratoryjnych rezultatów. Chciałem poznać pewien w miarę realny trend.

Oto efekt końcowy w postaci pięknej tabelki.

TabelkaGdyby zrobić z tego wykres w oparciu o średnią na godzinę, wyszedłby taki oto szlaczek.

Wykres - złote godziny

Bez wnikliwej analizy widać, że moje złote godziny występują miedzy 10:00 a 12:00

  • Po 12:00 wskaźnik mojej energii stopniowo spada. Od 13:00 następuje bardzo duży regres, co pewnie wynika z faktu, że miedzy tymi godzinami najczęściej spożywam posiłek.
  • Wystrzał dodatkowej energii występuje jeszcze między 15:00 a 16:00.
  • Moje najgorsze godziny, nie licząc poranku, to zdecydowanie przedział między 17:30 a 19:00.
  • Po 20:00 następuje jeszcze mała reaktywacja, ale nie na tyle duża, żebym mierzył się z ambitnymi wyzwaniami (choć co ciekawe, to wieczorem zabieram się za pisanie wpisów).

Podsumowując, w ciągu dnia dysponuję ok. trzema złotymi godzinami.

Jeżeli, tak jak u mnie, ranek jest Twoim najlepszym okresem na pracę, wówczas:

  • najważniejsze lub najtrudniejsze zadania powinieneś planować właśnie do południa
  • umawianie spotkań roboczych między 10:00 a 12:00 jest czystym marnotrawstwem czasu i energii. Wyjątkiem mogą być spotkania, na których poruszane są problematyczne kwestie, wymagające świeżości umysłu.
  • zadania mniej krytyczne trzeba zaplanować po 13:00
  • w momentach całkowitego dołka energetycznego, o ile to możliwe, najlepiej po prostu udać się na lunch 😉

Oto cały sekret efektywnego wykorzystania naszych najlepszych godzin w ciągu doby.

Nie zamierzam ukrywać, że mam delikatne skrzywienie punkcie tabelek . Lubię w twardy sposób mierzyć rzeczy „miękkie” i móc je zwizualizować np. na wykresie.

Ciebie nie namawiam do tak rygorystycznych pomiarów. Warto po prostu być wrażliwym na zmiany w swoim samopoczuciu i notować, choćby w małym notesiku, kiedy czujemy się w pełni sił, a kiedy nasze poziomy energii szorują po dnie. Po kilku dniach takiej autoanalizy odkryjesz, w jakich porach czujesz się najlepiej.

Autor: Patryk Leszczyński

Jestem wielbicielem skreślania zadań z listy to-do w możliwie najefektywniejszy sposób :). Nie nawidzę zaległości. W wolnym czasie uczę się programowania.